Sharenting. Co warto wiedzieć o publikowaniu wizerunku dziecka w sieci - Fundacja Orange

Otwórz / zamknij menu mobilne

Menu główne

Wyszukiwarka

Sharenting. Co warto wiedzieć o publikowaniu wizerunku dziecka w sieci

Sharenting. Co warto wiedzieć o publikowaniu wizerunku dziecka w sieci

Sharenting. Co warto wiedzieć o publikowaniu wizerunku dziecka w sieci

Trudno sobie wyobrazić czasy bez mediów społecznościowych, dzięki którym możemy m.in. dzielić się ważnymi dla nas wydarzeniami z życia. Ich obecność umożliwiła nam pokazywanie tego, co dla nas ważne – również zdjęć dzieci. Jednak nierozsądne zachowania w tym obszarze mogą nieść poważne konsekwencje. Jak uchronić przed nimi dzieci?

Galeria zdjęć

  • Wiele osób dorosłych w rodzinnych albumach znajdzie zdjęcia ze swojego dzieciństwa, które z jednej strony mogą być uznawane za urocze, z drugiej mogą być nieco wstydliwe. A to zdjęcie z kąpieli w wanience, a to nago lub prawie nago w baseniku, a to znowuż w jakiejś kompromitującej sytuacji… Takie zdjęcia są rodzinną anegdotą, z pozoru niegroźną pamiątką, która poza odrobiną wstydu uwiecznionej osoby, zazwyczaj nie niesie za sobą poważnych konsekwencji. Nieco inaczej wygląda to dzisiaj – w czasach, gdy praktycznie wszystkie zdjęcia i filmy są utrwalane cyfrowo, a często też udostępnione publicznie w internecie – również zdjęcia dzieci publikowane przez rodziców.

    Co to sharenting?

    Bezrefleksyjne i nadmierne udostępnianie w internecie, szczególnie w social mediach wizerunku (czyli zdjęć i filmów, na których można rozpoznać osobę) dzieci jest definiowane właśnie jako sharenting (zbitka angielskich słów „share”, czyli dzielić się, udostępniać oraz „parent”, czyli rodzic). Często w przypadku sharengingu mówimy o udostępnianiu treści bez wiedzy i zgody dzieci. Istnieje też drugie pojęcie z tym związane – oversharenting, w którym podkreśla się szczególnie ten nadmiar.

    W badaniu EU Kids Online1 9,5% nastolatków potwierdziło, że ma świadomość tego, że jej/jego rodzice publikują od czasu do czasu treści na jego/jej temat bez pytania o zgodę. Warto przy tym podkreślić, że podobny odsetek nastolatków odczuwa zdenerwowanie w związku z tym, co rodzice publikują na ich temat w sieci.

    Natomiast w badaniu „Sharenting po polsku…”2 40% rodziców deklaruje, że dokumentuje w social mediach dorastanie swoich dzieci i spośród nich aż 61% robi to co najmniej raz w miesiącu, a 2% wrzuca materiały kilka razy dziennie [sic!]. Badani średnio dodają aż 72 zdjęcia i 24 filmiki ze swoimi dziećmi rocznie. Warto jednak zastanowić się, jakie mogą być konsekwencje takich działań. 

    Co stanie się ze zdjęciem, które raz zostanie opublikowane?

    W internecie nic nie ginie – to fakt. Niezależnie od tego, czy materiały zostaną opublikowane prywatnie czy publicznie, na Facebooku, czy Snapchacie, mogą zostać upublicznione. I to nawet jeśli dbamy o ustawienia prywatności, czyli zdjęcia na Facebooku publikujemy w prywatnych galeriach (dostępnych tylko dla znajomych), czy mamy prywatne konto na Instagramie (a zatem tylko „zatwierdzone” przez nas osoby mogą oglądać publikowane przez nas treści). Nawet w takiej sytuacji każdy, kto widzi materiały, może je skopiować – technicznie nie stanowi to problemu niezależnie od tego, czy jest to zdjęcie, czy film. Od tego momentu tracimy kontrolę nad tym, co stanie się ze skopiowaną treścią. Dotyczy to również treści w InstaStrories, w relacjach na Facebooku czy Snapów w Stories Snapchata.

    Konsekwencje sharentingu

    Lata po wsadzeniu analogowego zdjęcia do rodzinnego albumu dzieci obecne na tych zdjęciach – być może już jako nastolatkowie czy dorośli, odkrywają je i mogą poczuć się zażenowani. Jak jednak poczuliby się, gdyby odkryli, że takie zdjęcia były dostępne dla każdego na świecie lub – w bardziej optymistycznym scenariuszu – dla każdego znajomego i każdej znajomej rodzica? Albo, co jeśli takie wstydliwe zdjęcia odkryją rówieśnicy nastolatka i na przykład powieszą je w szkole? Według badań1 ponad 40% nastolatków stało się odbiorcą nieprzyjemnych komentarzy w związku z czymś, co umieścili w internecie ich opiekunowie. Gdyby była to 30-osobowa klasa składająca się z dzieci rodziców, którzy publikują w sieci, osób dotkniętych nieprzyjemnymi komentarzami byłoby aż dwanaścioro!

    Inną, potencjalnie znacznie gorszą konsekwencją sharentingu może być wykorzystanie materiałów przez pedofilów. To szczególnie groźne w przypadku, w którym istnieje również możliwość zidentyfikowania dziecka i jego danych, np. gdzie mieszka, gdzie chodzi do szkoły etc.

    Co zatem należy robić, aby uniknąć sharentingu czy oversharentingu?

    Biorąc pod uwagę, że wraz z rozwojem mediów społecznościowych duża część naszego życia towarzyskiego przeniosła się właśnie tam, nie jest niczym dziwnym, że ważne wydarzenia z naszego życia czy życia naszych dzieci chcemy pokazywać online. Zresztą jako największą motywację do publikowania zdjęć swoich dzieci w sieci rodzice wskazują dumę – z ich osiągnięć czy kolejnych kamieni milowych.

    Miej jednak świadomość tego, że choć jako rodzic masz prawo publikować wizerunek swoich dzieci, powinieneś/powinnaś robić to z poszanowaniem jego godności i prawa do intymności. W miarę dojrzałości dzieci warto z nimi konsultować ewentualne publikacje, tak aby miały one rzeczywisty wpływ na to, co zobaczą inni.

    Jeśli zdecydujesz, że chcesz publikować zdjęcia dzieci, rób to z rozwagą. Przed każdą publikacją warto, zastanowić się nad tym, jak Ty zareagował(a)byś na ukazanie się podobnego zdjęcia w sieci, na którym jest Twój wizerunek. Szczególnie, jeśli zadziałoby się to poza Twoją kontrolą. Czy poprzez publikację materiałów nie naruszasz prywatności swojego dziecka?

    Rozważając wrzucenie zdjęć, przypomnij sobie też o tym, że w internecie nic nie ginie. Zastanów się, czy zdjęcie/film przypadkiem nie pokazuje zbyt wielu danych – np. adresu, szkoły itp. Nie publikuj daty urodzenia i zdjęć, na których Twoje dziecko ma tylko bieliznę, strój kąpielowy czy jest nago. Warto przy tej okazji sprawdzić, jaką politykę prywatności ma dane medium, ale też przemyśleć kwestię ustawień prywatności – pamiętając jednak, że nawet publikacje „prywatne” nie uniemożliwiają skopiowania i rozpowszechniania treści poza kontrolą autora.

    Dobrą praktyką dla rodziców, którzy chcą dzielić się ważnymi wydarzeniami z życia rodzinnego w mediach społecznościowych jest takie publikowanie zdjęć czy filmów, aby nie dało się rozpoznać dziecka – czyli np. powinno ono być odwrócone plecami. Spora grupa rodziców po prostu też nakłada „naklejki”’ (dostępne np. na Instagramie), czy zamazuje twarz tak, aby nie była ona widoczna. Takie działania to dobry kompromis – jest dość bezpiecznie dla dzieci, a rodzice mają możliwość pokazania czegoś dla nich ważnego.

    Ostatecznie – social media są dla ludzi. O ile są używane z głową.

     

    1 Polskie badanie EU Kids Online 2018, Wydawnictwo Naukowe UAM, https://fundacja.orange.pl/files/user_files/EU_Kids_Online_2019_v2.pdf (Fundacja Orange jest partnerem tego badania)

    2 „Sharenting po polsku, czyli ile dzieci wpadło do sieci? Pierwszy raport w Polsce na temat wizerunku dzieci w internecie na zlecenie Clue PR”, 2019, link do raportu: https://cluepr.pl/wp-content/uploads/2019/10/Sharenting-czyli-dzieci-w-sieci-pierwszy-raport-w-Polsce.pdf

    Autor:

    Opublikował: Fundacja Orange